w łeb, część trzecia, oraz czwarta.
W zeszłą sobotę po kilometrówkach były trzy piąteczki na czterominutowych przerwach, dłubane po asfalcie. Lekko nie było delikatnie mówiąc, ale jakoś się zmęczyło.Średnio wyszło po 4:09, ale takie dwie kurewskie górki, załatwiły tempo na ostatniej piątce, tak byłoby po 4:07.
Zadowolonym był z tego czasu i z treningu tyż.
W środę tutejszą, dobiłem się do końca, 8 kilometrowym ciągłym, po mej ukochanej bieżni 200metrowej. Wyszło po 4:12 – rokuje dobrze. Ale rokowania rokowaniami, a start startem. Wczorajsze i dzisiejsze bieganie było na ciężkich nogach, do tego na dobicie jeszcze podbiegi były. Jutro tylko rozruch, a potem ustawiam się za smalczykiem i lecę. Co polecę to polecę, mam świadomość, że dwa ostatnie tygodnie pokazały, że mimo, iż ciężko, to idzie do przodu i robota jest robiona.Trzymajcie kciuki.
4 Wrzesień 2010 @ 19:13
Damy rade