w łeb, part two
Coś rzadko tu zaglądam ostatnio, ale to chyba dlatego, że nie próżnuje, a poza tym ile można pisać o rozbieganiach.
Tak po prawdzie, to oprócz rozbiegań było i 4×2 km /miało być pięć, ale tak fatalna pogoda była=gorąco i duszno, że niestety nie dałem rady ![]()
Generalnie przez cały czas ostatnio, u mnie jak w szklarni, wszędzie dookoła lało, a u mnie parę kropel deszczu spadało tylko i słoneczko od rana do nocy i wilgotność do góry i tak w koło macieju.
Diero we wtorek, polało jakoś tak konkretnie, całe pół godziny, ale dobre i to.
Akurat robiłem siłę biegową 10×200 podbiegu i dość przyjemnie się biegało.
Powolutku noce robią się chłodniejsze i to mnie cieszyć zaczyna ![]()
Dzisiaj biegałem, jak zwykle na bieżni 200metrowej 10x1km
Byłem lekko zestrachany przed treningiem, tym bardziej, że wiatrzycho mocne nie ułatwiało życia, oj nie ułatwiało.
A tu poszło nadspodziewanie dobrze, bez jakichś problemów wyszło po 3:51 co cieszy, tym bardziej, że naprawdę ciężko przez ten wiatr było.
Ale była też moc i teraz zostaje tylko mocna sobota, a tam w rozpisce widnieje 3x5km po 4:05 na przerwach 3min.
oj już czuję, że lekko nie będzie, o ile w ogóle będzie po te 4:05. Na pewno nie będę tego po tej kurewskiej bieżni latał, tylko wyjdę na asfalt, tyle, że znaleźć u mnie ze 2 km w miarę płaskiego asfaltu to też trzeba się zdrowo nakombinować.
Cóż, co ma być to będzie za 11 dni Piła i nie ma co liczyć, że bez zapierdzielania, coś sensownego się nabiega.