w związku z wyczerpaniem się formuły bloga ( trochę więcej chcę o fotografii )
oraz powodów technicznych -problem z wstawianiem galerii
zapraszam na nową stronę
w związku z wyczerpaniem się formuły bloga ( trochę więcej chcę o fotografii )
oraz powodów technicznych -problem z wstawianiem galerii
zapraszam na nową stronę
W zeszłą sobotę po kilometrówkach były trzy piąteczki na czterominutowych przerwach, dłubane po asfalcie. Lekko nie było delikatnie mówiąc, ale jakoś się zmęczyło.Średnio wyszło po 4:09, ale takie dwie kurewskie górki, załatwiły tempo na ostatniej piątce, tak byłoby po 4:07.
Zadowolonym był z tego czasu i z treningu tyż.
W środę tutejszą, dobiłem się do końca, 8 kilometrowym ciągłym, po mej ukochanej bieżni 200metrowej. Wyszło po 4:12 – rokuje dobrze. Ale rokowania rokowaniami, a start startem. Wczorajsze i dzisiejsze bieganie było na ciężkich nogach, do tego na dobicie jeszcze podbiegi były. Jutro tylko rozruch, a potem ustawiam się za smalczykiem i lecę. Co polecę to polecę, mam świadomość, że dwa ostatnie tygodnie pokazały, że mimo, iż ciężko, to idzie do przodu i robota jest robiona.Trzymajcie kciuki.
Coś rzadko tu zaglądam ostatnio, ale to chyba dlatego, że nie próżnuje, a poza tym ile można pisać o rozbieganiach.
Tak po prawdzie, to oprócz rozbiegań było i 4×2 km /miało być pięć, ale tak fatalna pogoda była=gorąco i duszno, że niestety nie dałem rady ![]()
Generalnie przez cały czas ostatnio, u mnie jak w szklarni, wszędzie dookoła lało, a u mnie parę kropel deszczu spadało tylko i słoneczko od rana do nocy i wilgotność do góry i tak w koło macieju.
Diero we wtorek, polało jakoś tak konkretnie, całe pół godziny, ale dobre i to.
Akurat robiłem siłę biegową 10×200 podbiegu i dość przyjemnie się biegało.
Powolutku noce robią się chłodniejsze i to mnie cieszyć zaczyna ![]()
Dzisiaj biegałem, jak zwykle na bieżni 200metrowej 10x1km
Byłem lekko zestrachany przed treningiem, tym bardziej, że wiatrzycho mocne nie ułatwiało życia, oj nie ułatwiało.
A tu poszło nadspodziewanie dobrze, bez jakichś problemów wyszło po 3:51 co cieszy, tym bardziej, że naprawdę ciężko przez ten wiatr było.
Ale była też moc i teraz zostaje tylko mocna sobota, a tam w rozpisce widnieje 3x5km po 4:05 na przerwach 3min.
oj już czuję, że lekko nie będzie, o ile w ogóle będzie po te 4:05. Na pewno nie będę tego po tej kurewskiej bieżni latał, tylko wyjdę na asfalt, tyle, że znaleźć u mnie ze 2 km w miarę płaskiego asfaltu to też trzeba się zdrowo nakombinować.
Cóż, co ma być to będzie za 11 dni Piła i nie ma co liczyć, że bez zapierdzielania, coś sensownego się nabiega.
uuu, ostatni tydzień biegowo, to było świniobicie. W poprzednich tygodniach było trochę szybkiego biegania, trochę starów, ale generalnie luźno i spokojnie. Było, ale się skończyło. Do środy jeszcze na spokojnie, chociaż środowy trening zakończył się niezłą siłą, w czwartek 16km w terenie , w piątek dyszka i siła, w sobotę znów teren i znów szesnastka i w niedzielę na dobicie 24km. No i dobiło mnie, szczególnie, że rano padało i było wilgotno, ale potem jak zwykle ostatnio, piękne słoneczko. Gorąc zrobiło swoje, wracałem już z syndromem pinokia, sztywny i drewniany. Ostatnimi czasy, od razu po bieganiu, wpadam do domu, napuszczam całą wannę zimnej i tak sobie w niej leżę ze 20 minut, polecam na ciężki nogi, idealna sprawa.W niedzielę to myślałem że w ogóle nie wyjdę z wanny, tylko sobie zimnej wody dopuszczałem. Ostatnie pięć kilometrów po tym rozgrzanym asfalcie o niczym innym nie myślałem, tylko ta wanna z wodą trzymała mnie przy życiu ![]()
Ten tydzień trochę lżej się zapowiada, ale tylko trochę, znów dużo długiego biegania i siły, ale za to jeden dzień oddechu. W sumie Piła już niedługo, Dębno, niby daleko jeszcze, a coraz bliżej. Zasuwać trzeba a następne tygodnie coraz ciekawiej się zapowiadają, jak się uda plan zrealizować, będzie dobrze.
a dziś osiemnastka w terenie…..
edit
osiemnastka zdłubana… w pełnym słońcu, ale zdecydowanie lepiej niż tydzień wstecz
4:58min/km HR 148 czyli 75% – 221 metrów do UP.
sezon ogórkowy w pełni, ale jeżeli o bieganie chodzi to źle nie jest, chociaż chciał by się lepiej.
Nasza dzielna drużyna wystartowała ostatnio w imprezie pt “maraton sztafet” czyli maraton na 5 osób. startowaliśmy w kategorii 4+1 czyli czterech samców i facetka ![]()
udało się zająć 6 miejsce w generalce i III w kategorii co cieszy, bo poziom był wysoki, II w generalce zajęła sztafeta Michała Bartoszaka-pozdrawiam- a oni źle nie biegają ![]()
poza tym to chciało by się napisać, że skończyły się upały, ale jakoś niekoniecznie to prawdą jest. Owszem mniej grzeje, ale duszno wciąż bez zmian.
5 września połówka w Pile, koniec października Debno, trzeba się solidnie zabrać do roboty, jak nie chce się świecić oczyma ![]()

Biegać biegam, mimo tego cholernego upału, podobno są rejony na świecie gdzie padało, podobno też są krasnoludki, ja w każdym razie ostatnio deszczu nie widziałem. biegałem dzisiaj z Krzysiem zabawę biegową, fajnie tak o 10:15 wyjść sobie na pole, w pięknym lipcowym słoneczku, niebo błękitne, lekko wilgotno, wypisz wymaluj szklarnia. O ile jeszcze dwa dni do tyłu, komary gryzły tak w lesie, że stanąć na dwie sekundy nawet było ciężko, to teraz nawet te draństwa upał wykończył. Staliśmy sobie przed zabawą, pot lał się z nas jak po wyjściu z kąpieli, a tu jedna zabłąkana mucha przez 10 minut się pojawiła. Ta zabawę to w sumie mała siekierezada, bo było w planie tak 2×5+2×4+2×3+2×2+2×1 na półtora minuty przerwy, więc tyle ma to wspólnego z zabawą co seks z samogwałtem. Dało rady tylko pierwsze piątki i czwórki, potem Krzyś, powiedział, że pieprzy taką zabawę a ja mimo, że dokończyłbym, ochoczo mu przytaknąłem i spokojnie w lekkim słońcu wróciliśmy sobie do domu. W sumie to ja przed sobotnim startem nie miałem w planie tej zabawy, ale jakoś tak wyszło, że troszkę się przeciągnąłem. Treneiro chyba miał dobry humor jak plan układał i dużo luzu w tym tygodniu zaordynował, ale ja muszę mieć jakiś solidny akcent przed zawodami i liczę, że mi nie zaszkodzi.
Dorwałem się ostatnio do starych numerów magazynu FOTO, ciekawe i wciąż dla mnie, robiącego zdjęcia na zwykłej kliszy, aktualne rzeczy. Wciąż przymierzam się do napisania troszkę więcej o fotografii i aparatach, ale nie mam siły i weny na nic w taki upał.
Jak zabawa to zabawa:
http://www.youtube.com/watch?v=BEj5cTPLKzs
deszcz- był jeden dzień i się zmył, upały póki co takie, że najstarsi eskimosi nie pamiętają, wciąż i wciąż bez litości.
W sobotę biegałem V edycję “niesulickiej piątki”, która jak to piątka miała jakieś 4700m, w terenie, z jednym mocnym podbiegiem, o słońcu to już wspominałem. Poszło o dziwo nie najgorzej, jak to smalczyk mówi, luźno, w trupa jak piotruś krupa
Pierwszy kilometr zapaliłem w 3:37 potem już ciut gorzej, ale też coraz gorszy teren, piach no i podbiegi byli mocne. Końcówka po palącym asfalcie siły wyssała, ale udało się przybiec na 7 miejscu z przeciętną jakieś 3:54/km na średnim tętnie 94% max. W sumie zająłem 7 miejsce na jakieś 60 osób, wiec zadowolonym ze startu, aczkolwiek niedosyt jest. Jest siła i moc też widzę, ino pogody do biegania nie ma. Krzysiu z naszej ekipy był 2 w generalce, a mój braciszek 1 w kategorii młodzieńców po trzydziestce. Niestety w mojej kategorii; geriatrycy po 40stece startowali mocni kolesie i byłem dopiero czwarty.
Tyle wieści z placu boju biegowego, teraz jestem w amoku fotograficznym, a dokładnie zamieniałem się na aparaty, ale o tym później bo to wymaga oddzielnego wpisu.
a w sobotę już kolejna edycja biegu nenufarów, 10-ka w słońcu po asfalcie.
